Moje dzisiejsze ćwiczenia:
* 2x6 powtórzeń A6W
* 55 brzuszków (moje wyzwanie)
* 150 'siadów' (Heh, nwm jak to nazwać, tak jakbym siadała na krzesło, tylko, że w powietrzu. To również część mego wyzwania, tylko, że ja jestem strasznie dziwna i-wg mnie i moich nauczycieli w-fu-nie umiem robić przysiadów, więc zmieniłam moje wyzwanie.) -40 jako dokończenie dna wczorajszego, 55 jako dzisiejsze wyzwanie, a pozostałe 55 to taki bonus
*100 razy ćwiczenie, które wykonywałam kiedyś, gdy się odchudzałam i przynosiło efekty. Polega ono na tym, że staje się w rozkroku, stawia lewą nagę za prawą, potem lewa na miejsce, prawą za lewą i to jest jedno powtórzenie. Mam nadzieję, że rozumiecie o co chodzi.
Bilansów jeszcze nie będę zamieszczała, bo nie jestem do końca zadowolona z tego, co jem i wiem, że dużo się tu jeszcze zmieni, bo nie jest tak, jakbym chciała.
Dziś z jedzeniem zawaliłam. Ostatnio matka upiekła ciasto, a ja dziś zjadłam dwa kawałki ważące ok. 150 g, czyli ok. 450 kcal!!!
Musiałam coś z tym zrobić. Ile razy byłam pro ana, nigdy nie wymiotowałam. Weszłam na neta, żeby poczytać, jak to się robi. Nie raz czytałam, że wkłada się daw palce do gardła i rzyga, ale wcześniej nie miałam odwagi, nie próbowałam. Przejrzałam zapytaj, blogów nie sprawdzałam.
Poszłam do kuchni. Wyjęłam z szafki szklankę i nalałam wody. Nasypałam 4 łyżeczki soli. Wymieszałam. Sól się rozpuściła. Spróbowałam. Blee... Ohyda.... Poszłam do łazienki. Ukucnęłam przy kiblu. Wypiłam trochę wody z solą. Włożyłam dwa palce. Nic. Potem jeszcze kilka razy.... I jeszcze.... W międzyczasie piłam wodę z solą. I nic... Nie zrzygałam się, tylko oplułam. W łazience spędziłam jakieś 15 min. Nie miałam cierpliwości. Spuściłam wodę w kiblu i umyłam zęby. Poszłam poćwiczyć. Po serii brzuszków zaczęło mi się dość mocno odbijać. Pomyślałam, że to dobry znak. Pobiegłam szybko do kuchni, aby napić się wody, bo dziewczyny pisały, żeby przed pójściem do kibla, wypić dużo wody. Napiłam się i szybko do kibla. Nic. Napiłam się wody z solą. I nic. Powtórzyłam kilka razy. Wkładałam już nie dwa, ale cztery palce. Jednak bezskutecznie... Znowu, tylko się oplułam. To było bezsensu. Poszłam dalej ćwiczyć. Niby dziewczyny pisały, że na początku było ciężko i nie potrafiły wymiotować, ale mnie to nie pocieszyło. Ćwicząc, spaliłam uprzednio zjedzone ciasto.
Dziewczyny, jak Wy wymiotujecie? Na początku też nie potrafiłyście? Za którym razem Wam się udało?
Dziś w sql, D się na mnie gapił. Przeszedł obok, specjalnie. Niby wszyscy, łącznie z Nim, gadają, żebym se nie robiła nadziei. Ale jak? Jak, skoro on idzie tak blisko, odwraca się i zerka na mnie tymi Jego pięknymi, brązowymi oczyma? <3 Jak?! Pytam się, jak?!
Dziś pedagog chciała ze mną rozmawiać, ale jednak stwierdziła, że możemy to odłożyć na czwartek. Widocznie, to nic ważnego. Wgl. to lubię naszą pedagog. Jest bardzo miła i pomogła mi, gdy się cięłam. Już tego nie robię. Problem w tym, że ona wie, że się odchudzałam. Nawet sama się skapnęła. Dziś zobaczyła na mojej ręce moją nową, czerwoną bransoletkę. Właściwie, to nawet nie jest bransoletka. To zwykły sznurek woskowy, a na nim zawieszka z motylkiem. To właśnie na motylka, zwróciła uwagę. Powiedziała, że ładny. Czy o tym che porozmawiać? Mam ogromną nadzieję, że nie...
Jutro nie idę do sql. Będę ćwiczyła, pozamiatam i poodkurzam. Spalę nieco kalorii.
Kilka thinspiracji:
Trzymajcie się chudo!
Ada








